Droga świętości Ks. Michała Sopoćki (cz. XIII)

Apostolstwo Miłosierdzia Bożego w pierwszych latach po wojnie
Ksiądz Sopoćko przyjeżdżając do Białegostoku i tworzonego pod naciskiem władzy ludowej Państwa Polskiego, zastał w jego granicach szerzące się już od wojny nabożeństwo do Miłosierdzia Bożego. To co rozwijało się w prywatnej, oddolnej i spontanicznej pobożności wiernych, nie miało naturalnie jeszcze kościelnego potwierdzenia. Prymas, kardynał A. Hlond był przychylnie ustosunkowany do całej sprawy. Roztropność nakazywała jednakże, aby przedwcześnie nie działać, bez przekonania się o autentycznej potrzebie i owocach tworzącego się nabożeństwa oraz solidnego opracowania teologicznych podstaw dla niego. Ksiądz Sopoćko widział w tym swe szczególne zadanie.

W 1947 roku Prymas wydał drukiem traktat ks. Sopoćki De Misericordia Dei deque eiusdem festo instituendo. W tymże samym roku przedstawił w Rzymie w imieniu Episkopatu Polski sprawę kultu Miłosierdzia Bożego w Stolicy Apostolskiej. Posunięcia te upewniły ks. Sopoćkę w żyjącym wciąż w nim zamiarze upowszechniania nabożeństwa wśród wiernych i jeszcze bardziej zmobilizowały ku temu. Ponadto rozszerzanie się nabożeństwa wnosiłaby istotne poparcie dla przedstawionej w Rzymie petycji.
 
W 1947 roku ukazała się też praca ks. Sopoćki O święto Najmiłosierniejszego Zbawiciela. Z pomocą sióstr ze Zgromadzenia Matki Bożej Miłosierdzia strał się ją rozpowszechniać wśród wiernych, a także modlitwy do Miłosierdzia Bożego. Podobnym wsparciem służyły mu podopieczne jeszcze z Wilna J. Osińska i I. Naborowska, które po przyjeździe na Ziemie Odzyskane, w Myśliborzu podjęły wspólnotowe życie zakonne i organizowały Zgromadzenie Służebnic Miłosierdzia Bożego. Utrzymując z nimi stały kontakt, czuł się odpowiedzialny za podejmowane przez nie dzieło tworzenia Zgromadzenia, które wraz z nimi rozpoczął jeszcze w Wilnie.
 
Od jesieni 1947 roku ks. Sopoćko pozostawał ponadto w kontakcie z J. Chróściechowskim, przebywającym w Londynie, angażującym się od czasu wojny w apostolstwo Miłosierdzia Bożego rozwijane przez Zgromadzenie Marianów w Ameryce i na Zachodzie. Chróściechowski wstąpił po paru latach do Zgromadzenia Księży Marianów, co otworzyło większe jeszcze możliwości oddziaływania apostolskiego za jego pośrednictwem na rzecz kultu Miłosierdzia Bożego. Dzięki niemu i przy jego udziale wydawane były tłumaczenia prac ks. Sopoćki na obce języki a następnie kolportowane na Zachodzie.
 
Przed 1950 rokiem, który miał być obchodzony jako jubileuszowy, ks. Sopoćko podjął zamiar szczególnego pobudzenia biskupów i duszpasterzy do uroczystego uczczenia Miłosierdzia Bożego w Niedzielę Przewodnią. Temu celowi miały służyć wydane w 1949 roku dwa kolejne opracowania: Poznajmy Boga w Jego Miłosierdziu. Rozwarzania o Miłosierdziu Bożym na tle litanii i Godzina święta i nowenna o Miłosierdzie Boże nad światem. Przede wszystkim zaś, postanowił objechać wszystkie diecezje z referatami przybliżającymi nabożeństwo.
 
Ksiądz Sopoćko jakkolwiek angażował się w szerzenie kultu w kraju, bardzo ograniczony był w tej działalności na terenie własnej Archidiecezji w Białymstoku. Ostrożne i powściągliwe stanowisko Arcybiskupa Romualda Jałbrzykowskiego wobec kultu Miłosierdzia Bożego, zwłaszcza zaś prywatnych jego form pochodzących z objawień siostry Faustyny, okazywane jeszcze w Wilnie nadal było utrzymywane. Co więcej Kuria Metropolitalna w Białymstoku wydała w 1949 roku zarządzenie skierowane do księży proboszczów zakazujące rozszerzanie na terenie Archidiecezji broszurek, druków czy innych opracowań o Miłosierdziu Bożym pisanych przez ks. Sopoćkę. Podstawą do takiego orzeczenia według tegoż dokumentu był fakt braku kościelnej wypowiedzi autorytatywnej, przyznającej objawieniom siostry Faustyny rangę objawień prywatnych. Ksiądz Sopoćko zastosował się do tego zarządzenia, choć zapewne boleśne musiał to przeżyć, spotykając się z taką reakcją w macierzystej Archidiecezji.
 
Arcybiskup Jałbrzykowski, uważał że ks. Sopoćko rozszerza kult na podstawie niesprawdzonych i nieaprobowanych objawień, czego faktycznie nie było można czynić. Tymczasem ks. Sopoćko kierował się duszpasterską użytecznością nabożeństwa oraz tym, że nauka objawiona wzywa do uwielbienia Boga w Jego Miłosierdziu, a objawienia siostry Faustyny traktował tylko jako okazję, nigdy zaś przyczynę do szerzenia nabożeństwa.
 
Ksiądz Sopoćko zabiegając o szerzenie nabożeństwa do Miłosierdzia Bożego, mimo braku akceptacji ze strony swego Ordynariusza, starał się pozyskać dla tej sprawy innych biskupów, a zwłaszcza najwyższych dostojników Kościoła w Polsce. Po śmierci Prymasa Hlonda szukał poparcia u jego następcy Prymasa S. Wyszyńskiego. Na jego ręce składał petycje odnośnie kultu. Zależało mu przede wszystkim na doprowadzeniu do ustanowienia święta Miłosierdzia Bożego i ogólnie na uzyskaniu kościelnej aprobaty dla kultu. Przedstawiał przeto Prymasowi, między innymi poprzez przedkładanie mu swych opracowań, informacje o kulcie, jego istocie i rozwoju, motywy jego wprowadzenia i podstawy do zatwierdzenia przez kościelne władze. Prosił o ewentualne umożliwienie osobistego zreferowania sprawy kultu wobec odpowiednich Komisji Episkopatu. Gdy pojawiały się niezrozumienia, a w konsekwencji i zastrzeżenia wobec kultu, czy to ze strony teologów, czy niektórych ordynariuszy, śpieszył z wyjaśnieniami, a także prosił o podejmowanie tych problemów na forum Episkopatu w celu wyjaśnienia, doinformowania, przezwyciężania przeszkód. W 1951 roku zwrócił się do Prymasa z podaniem wnioskującym połączenie kultu Miłosierdzia Bożego z akcją charytatywną. W 1956 roku wystosował prośbę o wstawiennictwo w Stolicy Apostolskiej w sprawie zatwierdzenia Uroczystości Miłosierdzia Bożego w Niedzielę Przewodnią. Przyczynił się ponadto do zebrania w tym czasie wśród wiernych petycji o wprowadzenie święta Miłosierdzia Bożego. Petycje te z licznymi podpisami wiernych Prymas Wyszyński zawiózł w 1957 roku do Rzymu.
 
Zaangażowanie ks. Sopoćki w rozszerzanie nabożeństwa do Miłosierdzia Bożego w latach powojennych sięgało niewątpliwie znaczących wymiarów w skali kraju, a także wykraczało poza granice, głównie dzięki jego pracom tam wydawanym. Z jednej strony starał się, przy pomocy oddanych sprawie osób, między innymi sióstr zakonnych, przybliżać nabożeństwo wiernym. Z drugiej zaś zwracał się z petycjami do władz kościelnych o aprobatę dla niego. Jednocześnie dużo publikował na temat Miłosierdzia Bożego, kultu, jego istoty, potrzeby oraz wartości dla życia religijnego wiernych. W działaniach swych naznaczonych wielką gorliwością, wypływających z osobistego przekonania do kultu, podbudowanego biblijnymi, teologicznymi i pastoralnymi podstawami stosował się do kościelnych wymogów i hierarchicznej zależności od władzy kościelnej. Podtrzymywał przyjętą od początku linię działania. Jakkolwiek inspiracją do zainteresowania się kultem były objawienia siostry Faustyny, to konsekwentnie nauczał o Miłosierdziu Bożym i szerzył jego kult, nie na ich podstawie ale w oparciu o naukę biblijną i teologiczną oraz z motywów duszpasterskiej wartości kultu. Jeśli w swych publikacjach wspominał o siostrze Faustynie jej objawieniach, formach nabożeństwa z nich wywodzących się, to zawsze zaznaczał, że mogą one być stosowane w prywatnej pobożności oraz podlegają ocenie Kościoła, której posłusznie gotów był podporządkować się. Sam zwracał się do Prymasa i Biskupów Ordynariuszy szukając u nich aprobaty oraz poparcia dla sprawy kultu w Stolicy Apostolskiej, a także zalecał duszpasterzom, aby uzyskiwali zgodę swych Ordynariuszy na publiczne uczczenie Miłosierdzia Bożego. Był zatroskany o czystość i poprawny rozwój nabożeństwa. Trudno jest jednoznacznie określić jego wpływ na rozszerzanie się nabożeństwa i owoce apostolstwa. Ile dokonało się wskutek jego zabiegów, ile dokonali inni, a ile rodziło się spontanicznie z naturalnej potrzeby wiernych praktykowanie tej pobożności. Wiadomym jest natomiast, że wkład pracy i mnogość zabiegów oraz ich ranga uprawniają do uznania w ks. Sopoćce głównego promotora kultu Miłosierdzia Bożego w latach powojennych w Polsce. Zaangażowanie w szerzenie kultu, czyniło go przede wszystkim zaś coraz większym czcicielem Miłosierdzia Bożego. Wewnętrznie przekonany i coraz bardziej ubogacany pobożnością Miłosierdzia, nie tylko apostołował, ale też dorastał do wiernego świadka tej prawdy. Swoim życiem, cierpieniem, ofiarami, wynikającymi z niezrozumienia jego poczynań i rodzących się przeciwności, służył jej wiernie, choć ciągle i może coraz bardziej owoce jego trudu pozostawały ukryte.
 
Czas Miłosierdzia, nr 2(130)/2001