Droga świętości Ks. Michała Sopoćki (cz. V)

Posługa kapelana wojskowego
 
Ksiądz Sopoćko wyruszając we wrześniu 1918 roku z Taboryszek do Warszawy, naglony zagrożeniem aresztowania przez Niemców, mając w planach zamiar dalszych studiów, nie spodziewał się, że znajdzie się w nowej, nieznanej mu roli kapelana wojskowego. Wprawdzie zapisał się na studia na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Warszawskiego, ale zajęcia niebawem zawieszono z powodu wynikłego na początku 1919 roku konfliktu zbrojnego z Rosją bolszewicką. Nie mogąc kontynuować studiów, a jednocześnie dowiedziawszy się, o braku kapelanów, zgłosił się do Kurii Polowej z prośbą o przyjęcie go do posługi w wojsku. Najpierw wyznaczono mu funkcję kapelana przy organizującym się w Warszawie szpitalu wojskowym. Wkrótce jednak, wskutek własnej prośby, skierowany został do oddziałów walczących na froncie. Tam w okolicach Kosowa, Żyrowic i Słonima, znosząc niewygody i narażając swe życie, ofiarnie posługiwał żołnierzom, co też opłacił niemalże śmiertelnym zachorowaniem na tyfus. Po długiej rekonwalescencji oddelegowany został w jesieni 1919 roku do Kościuszkowskiego Obozu Szkoleniowego na Powązkach w Warszawie. W zakres jego obowiązków weszły: szkolenie religijno-moralne kadry i żołnierzy, obsługa szpitala wojskowego oraz opieka nad cmentarzem wojskowym na Powązkach. Obowiązki te pełnił aż do końca 1924 roku kiedy został przeniesiony na stanowisko kierownika wojskowego rejonu duszpasterskiego w Wilnie. W tym czasie kontynuował jednocześnie przerwane wskutek wojny na wschodzie studia teologiczne i dodatkowo jeszcze dokształcał się w zakresie pedagogiki.

W podjętej posłudze kapelana dały znać o sobie i jeszcze bardziej rozwinęły się duchowe walory ks. Sopoćki, ujawnione już w życiu kapłańskim i duszpasterstwie w Taboryszkach. Teraz również z wielką gorliwością i troską o religijne życie powierzonych mu żołnierzy pełnił swą posługę kapłańską. Opieka duszpasterska, praca dydaktyczno-wychowawcza, społeczna, charytatywna, troska o kościoły i kaplice - przeprowadził gruntowną przebudowę kościoła na Marymoncie - wypełniały całkowicie czas kapelana. By temu wszystkiemu podołać musiał on niewątpliwie czerpać moce duchowe z osobistego życia wiary, opartej na żywej łączności z Bogiem.
 
Pewien ślad o wewnętrznym życiu ks. Sopoćki w tym okresie wnoszą jego osobiste notatki pozostawione w Dzienniku. Pod datą 17 stycznia 1922 roku zapisał: "Serce wesołe czyni wiek kwitnący, duch smutny wysusza kości" (Prz 17,22). Jakże szybko czas płynie! Na pierwszej stronicy figuruje data r. 1912, a dzisiaj już 1922gi. Dziesięć lat - jak jedna chwila. 10 lat od przyjęcia subdiakonatu, a jaki postęp w doskonałości? Jakże się zaniedbałem w pisaniu dziennika! A szkoda. Tyle przeżyłem wrażeń, tyle zwiedziłem miejsc rozmaitych. Nie przypadkowe wydaje się umieszczenie tego tekstu, a zwłaszcza cytatu biblijnego na początku zapisu w Dzienniku, wznowionego po kilkuletniej przerwie. Jawi się on jakby motto do podejmowanej refleksji, a jednocześnie odzwierciedla w jakimś stopniu wewnętrzne odczucia piszącego. Zaangażowania zewnętrzne, poświęcenie i inicjatywy autora w posłudze kapelana wojskowego ujawniały moc jego ducha i to zapewne zauważali stykający się z nim ludzie. Tymczasem odnotowany cytat, zestawiajacy w sobie dwa przeciwieństwa: entuzjazmu i zapału wynikających z radosnego serca oraz smutku, który krępuje od wewnątrz i zamyka w samym sobie, zdaje się sugerować, iż wielkie zewnętrznie zaangażowanie i cała jego działalność faktycznie dużo go kosztowały. Były owocem toczonych we wnętrzu duszy zmagań z ograniczeniami i słabościami ludzkiej natury. Autor wprawdzie z pewną surowością względem siebie zapytuje o postęp w doskonałości, zdaje się być w swym krytycyzmie jakby niezadowolony z siebie, niemniej jednak wspominane fakty jego działalności dla dobra wiernych, są wyraźnym świadectwem jego rozwoju duchowego.
 
Podobnych źródeł należy dopatrywać się również odnośnie patriotycznej postawy ks. Sopoćki. Wychowany w kościelnych i narodowych tradycjach otwarty był na sprawy swej Ojczyzny. Jako Polak i kapłan, pełnił służbę Ojczyźnie na ile pozwalał mu stan kapłański. Poza bezpośrednią posługą duszpasterską, prowadząc religijno-etyczne szkolenie żołnierzy i oficerów, budził w nich ducha patriotyzmu i przyczyniał się do budowania obywatelskich postaw. Jego pogadanki wydane w 1922 roku drukiem pt. "Obowiązki względem Ojczyzny" przyjęte zostały za wzorcowy model tejże edukacji.
 
Zawierały prostą, ale przemawiającą do umysłów i serc żołnierzy zachętę do umiłowania Ojczyzny, służby dla niej i jej obrony. Zapoznawały z historią Polski, kulturą narodową, wiarą przodków. Z ich formy i treści wyczytać można było wielką troskę autora o morale żołnierzy oraz ich religijne i patriotyczne wychowanie. Zaś sugestywne i przekonywujące przedkładanie pouczeń i rad oraz zachęcanie do życia wyższymi wartościami, streszczającymi się w cnocie umiłowania Ojczyzny, wskazuje że przede wszystkim on sam nimi żył i w innych chciał je zaszczepić.
 
Po przybyciu do Wilna w 1924 roku ks. Sopoćko objął kierownictwo znajdującego się tam Duszpasterskiego Rejonu Wojskowego. Miejscowy zaś Ordynariusz, biskup Jerzy Matulewicz zlecił mu dodatkowo jeszcze zorganizowanie katolickich stowarzyszeń młodzieży w diecezji. Przeniesienie do Wilna było awansem, ale łączyło się z szerszym zakresem obowiązków i większą odpowiedzialnością. Ponadto trzeba było niemalże od podstaw organizować duszpasterstwo i na dodatek brak było własnego kościoła garnizonowego. Ksiądz Sopoćko z właściwą sobie odpowiedzialnościa zabrał się do wyznaczonej mu posługi. Z wielką gorliwością zabiegał głównie o właściwy poziom życia religijno-moralnego szeregowych żołnierzy, a także kadry oficerskiej, wobec której potrafił upomnieć się o podporządkowanie dyscyplinie wojskowej czy skarcić za nadużywanie alkoholu. Kochał żołnierzy, ale nie pobłażał im, stawiając jednocześnie wymagania odnośnie do postaw religijnych i obywatelskich. Dlatego, podobnie jak w Warszawie, poza podstawową troską o religijne życie żołnierzy, szczególniejszy nacisk położył na ich patriotyczne i ideowe wychowanie. Wyrazem owej troski o formację religijną, ważną również dla budowania obywatelskich postaw swych podopiecznych było podjęcie i doprowadzenie do skutku inicjatywy odbudowania kościoła św. Ignacego, jako kościoła garnizonowego. Samo przeprowadzenie odbudowy, które w głównej mierze spoczęło na barkach księdza kapelana, a opłacone było wielkim wysiłkiem moralnym, nie licząc materialnego wkładu z jego strony, okupione dodatkowo przykrościami od nieprzyjaznych mu osób, świadczy o jego nieprzeciętnej osobowości i duchowej mocy. W całej tej działalności trudno byłoby się dopatrzyć jakichkolwiek osobistych, ambicjonalnych, a tym bardziej materialnych korzyści. Przeciwnie ujawnił się duch służby i oddania, nawet kosztem własnego zdrowia. Podobne nastawienie charakteryzowało odniesienie ks. Sopoćki do drugiego zadania, które mu w tym czasie zlecono, a mianowicie akcji zorganizowania katolickich stowarzyszeń młodzieży. W tym wypadku również ujawniło się jego poświęcenie i oddanie, w zabieganiu o zyskanie osób, które włączyłyby się w to dzieło, szukaniu poparcia u duchownych czy zapewnieniu odpowiedniej bazy materialnej. Pokierowanie akcją potwierdziło, ujawnione już w działalności w wojsku zdolności organizacyjne ks. Sopoćki i jego umiejętność współpracy z ludźmi.
 
Gotowość do wielorakiej służby Kościołowi i społeczeństwu wyraziła się również w zaangażowaniu w dydaktyczną pracę wśród nauczycieli. Kuratorium Wileńskiego Okręgu Szkolnego zatrudniało go przez szereg lat do prowadzenia wykładów dla nauczycieli z psychologii, pedagogiki oraz metodyki nauczania, zwłaszcza religii. Włączając się w tę akcję, w poczuciu zrozumienia i odpowiedzialności, wszedł tym samym w nurt niezbędnej w owym czasie działalności edukacyjnej i wychowawczej w polskim społeczeństwie. Po tej linii poszła również, rodzące się wprawdzie jeszcze, jego twórczość naukowa i publicystyczna. W 1926 roku obronił pracę doktorską na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Warszawskiego i niebawem ją opublikował w odrębnej pozycji pt. "Rodzina w prawodawstwie na ziemiach polskich." Egzemplarze rozesłał do posłów odpowiedzialnych za przygotowanie kodeksu prawa cywilnego, z propozycją uwzględnienia jego badań. Świadom był bowiem, jak brak unormowanego prawa rodzinnego komplikowało status i życie rodzin polskich, od których głównie zależało też wychowanie młodego pokolenia Polaków. Wyrażona w tym geście troska o dobro rodzin polskich, a przez to i dobro samej Ojczyzny, nie znalazła jednakże odpowiedniego oddźwięku u władz ustawodawczych. Sejm Rzeczypospolitej Polskiej przez cały okres międzywojenny nie zdobył się na wprowadzenie postulowanej uchwały odnośnie do cywilnego prawa rodzinnego.
 
Zasygnalizowana działalność ks. Sopoćki prowadzona była jednocześnie z trwającą przez cały czas posługą w wojsku. Dopiero w 1929 roku - kiedy to ponadto zatrudniony był już od roku w Seminarium Duchownym - uzyskał trzyletni urlop, a ostatecznie z duszpasterstwa wojskowego zwolniony został w 1932 roku.
 
Liczne zaangażowania i prace podejmowane przez ks. Sopoćkę w pierwszych latach jego pobytu w Wilnie potwierdzają ujawnianą w nim stałą postawę służby i poświęcenia, co należy odczytać jako wyraz jego osobistej pracy duchowej i takiegoż rozwoju. W przeprowadzaniu wskazanych, niełatwych inicjatyw dała znać o sobie jego głęboka wiara i ufność Bogu, jak również miłość do ludzi, wyrażona głównie w trosce o ich dobro duchowe.
 
Czas Miłosierdzia, nr 6(122)/2000